wtorek, 26 marca 2013

Shadowbox po raz drugi...

Pierwszy shadowboxik robił się dosyć długo, jak wszystko, za co zabieramy się po raz pierwszy. Planowanie, zastanawianie się, poprawianie... Czasem weny nie ma... Czasem coś nie wyjdzie i trzeba zaczynać od nowa...
Ten shadowboxik powstał w niecałe pół godziny. Farba pękająca, do czego niestety doszłam sama, bo nie ma o tym wzmianki ani na opakowaniu, ani w sklepie, schnie szybko i pęka właściwie po ogrzaniu jej, w moim przypadku suszarką do włosów. I teraz jestem z niej zadowolona. Niestety wciąż nie wiem jak dokładnie wyciąć brzegi tektury, aby po sklejeniu powstała ładna rameczka, bez żadnych przerw na rogach. Dlatego poniższy shadowbox, też wielkanocny, nie różni się dużo od poprzedniego, bo rogi ma "zatuszowane".








Suszarka do włosów, nóż do steków, kawałek zwykłej gąbki do nakładania farby lub tuszowania...ktoś by pomyślał "Ale nieprofesjonalnie!". Dla mnie liczy się efekt końcowy, nie ważne jakie środki stosujemy, aby go uzyskać. Oczywiście dotyczy to tylko powyższych robótek :)